1.6.12

uaktualnienie

Pani nauczycielka zmienila strategie. Dzisiaj wziela od Logana wypracowanie i wszystkie artykuly i powiedziala, ze jak praca bedzie rzetelna to Logan dostanie dobra dodatkowa ocene. hmmmmm

polityka w szkole



 Wczoraj Logana klasa ukladala pytania ktore mialy byc zadane prezydentowi Obamie (nie wiem czy w liscie czy to tylko praktyka).
Dzieci wymyslaly, a pani nauczycielka pisala na tablicy. Pytania byly w rodzaju: "co pan zrobi jak nie zostanie pan wybrany na nastepna kadencje?".  Logan zadal pytanie i pani je zapisala: "dlaczego nasz kraj jest tak zadluzony?"
Na to Logan, ze jego pytanie brzmialo inaczej: "dlaczego pan prezydent zadluzyl nasz kraj tak ogromnie?". Pani nauczycielka w blyskawicami w oczach kazala Loganowi sie wytlumaczyc. Moj synek na to, ze Obama wydaje pieniadze na prawo i lewo jak szalony i zadluzyl nasz kraj. A przykladem jest (Logan ma 11 lat, wiec rozumuje po dziecinnemu) to ze para prezydencka jezdzi ciagle na bardzo drogie wakacje i wydaje miliony dolarow podatnikow na luksusy.  Pani dostala furii i  kazala Loganowi dzisiaj przyniesc do szkoly dowody na swoje zarzuty.   Logan zadowolony byl wczoraj z przebiegu sprawy. Powiedzial mi zaraz po szkole, ze pani nauczycielka jest zawzieta liberalka i uwielbia Obame, wiec on chetnie jej artykuly z internetu przyniesie.
Dzisiaj juz nie byl taki zadowolony i bardzo sie denerwowal przed szkola.  Wkurzona na nauczycielke jestem niezmiernie, bo rozmawiala z jedenastolatkiem a nie np. z licealista. Postawila go w bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Nie potrafi byc obiektywna lub odseparowac swoich uczuc i prywatnych pogladow od lekcji w szkole.
Wyszukalismy dla pani w domu szereg artykulow o roznych wakacjach pary prezydenckiej i podkreslilismy wazne ustepy. Staralam sie wybierac artykuly z prasy liberalnej, zeby pani nie zaczela krzyczec na Logana, ze przyniosl "republikanskie smiecie i ze konserwatywne gazety klamia". Takze mam artykul np. z Huffington Post tutaj ktory jest liberalnym wydawnictwem i broni Obame jak moze. Opisuja ostatnie wakacje Obamy na Hawajach, gdzie wydano 4 miliony dolarow i pobito wszelkie rekordy kosztow prezydenckich wakacji w historii kraju dla zarowno republikanskich jak i demokratycznych prezydentow. W drugim artykule pierwsza dama nazwana jest wspolczesna Maria Antonina i zarzuca jej sie wydanie ponad 10 milionow dolarow podatnikow pieniedzy na wakacje tutaj.

Wydrukowalismy tez artykul ze strony biura budzetowego kongresu o zadluzeniu kraju i porownaniu z innymi prezydentami.  Ale tak naprawde to nie o poglady polityczne chodzi. Prezydent Bush tez zadluzyl kraj a wakacji bral duzo wiecej niz Obama. Z ta roznica ze jezdzil glownie na swoje ranczo do Teksasu i nie obciazal podatnikow.  Tez uwazam, ze prezydent reprezentuje kraj i powinien miec luksusy i jezdzic na fajne wakacje a nie na przyklad do motelu w Pcimiu Dolnym albo pod namiot. Ale zeby nauczycielka dostala furii i zaczela krzyczec na jedenastolatka za    zadane pytanie i dawac mu prace domowa wymagajaca dowodow to naprawde jest nie namiejscu.  Po za tym wiadomo, ze w tym wieku dzieci mowia to co uslysza w domu. To moze pani powinna do mnie zadzwonic i na mnie krzyczec, ze mam inne polityczne poglady niz ona.  
Tutaj jest artykul o konfrontacji licealisty z nauczycielka w Polnocnej Karolinie dwa tygodnie temu. Pani profesor nie pozwala krytykowac na lekcjach Obamy ale sama jezdzi po Bushu ile wlezie. Uczen powiedzial jej ze to nie w pozadku i ze powinna byc bardziej obiektywna. Cala rozmowe uczen nagral na telefonie i poszedl z tym do prasy. Nauczycielke zawieszono, bo miedzy innymi straszyla chlopca ze bedzie aresztowany za obrazanie prezydenta Obamy.  Logan czytal o tej histori w gazecie i dzisiaj chce nauczycielke nagrywac na lekcji. Staralam sie go odwiesc od tego pomyslu i jeszcze bardziej mnie cala ta sytuacja denerwuje. Cos co zupelnie nikomu do niczego nie jest potrzebne i rozdmuchuje sie rzeczy male i nie istotne zwlaszcza dla piato klasisty. brrrrr...


A tak na marginesie: Jesika bardzo byla zadowolona z balu. Tanczyla czasem z kolezankami czasem sama ale generalnie dobrze spedzila czas. Wczoraj byla zaproszona do jednej z tych samych dziewczynek na 15ste urodziny. Jesika upiekla w prezencie ciasteczka i wrocila bardzo szczesliwa. Takze dobrze sie sie dzieje.

18.5.12

Jutro w szkole bal i Jesika jak widac jest na niego gotowa. W naszej okolicy bale maturalne odbywaja sie miesiac przed koncem roku, a gwiazda wieczoru sa uczniowie jedenastej klasy. Ostatnia klasa liceum, czyli dwunasta, balu "maturalnego" nie ma. Poniewaz szkoly sa bardzo male dopuszcza sie do imprezy kazdego ucznia ktory chce uczestniczyc i zaplacic za bilet od siodmej klasy w gore.  W przeciwnym razie sala bylaby prawie pusta. W tym roku jest trzynastu jedenastoklasistow.  Jesike bale wczesniej zupelnie nie interesowaly.  W zeszlym miesiacu panienka niespodziewanie wyrazila ochote na zabawe. Nie wyzywala rodzicow przez prawie dwa tygodnie, co bylo ogromnym sukcesem, wiec pozwolilismy jej isc.    W zeszla niedziele pojechalysmy obie  do komisu i kupilysmy uzywana suknie za bardzo przystepna cene. Taka bylam zadowolona, ze wydalam tylko 75 dolarow, ze zawiozlam jeszcze panienke do sklepu po nowe buty i do krawcowej na dopasowanie dekoldu. Mimo, ze jak zauwazyl Justin zlosliwie, siostra jego na takie przywileje sobie zupelnie nie zasluzyla. Ciesze sie ogromnie, ze corka zaczyna powoli znajdowac sobie przyjaciol.  Co prawda towarzystwo w ktorym sie obraca to tylko dziewczyny i to od niej trzy lata mlodsze, ale to zupelnie nie szkodzi. Jedna z kolezanek zaprosila Jesike jutro do swojego domu trzy godziny przed balem. Beda tam jeszcze inne trzy panienki z grona Jesiki przyjaciol. Zamowia sobie pizze i beda ukladac sobie fryzury, malowac paznokcie i robic sie na bostwa. Potem tato jednej z nich zawiezie cala piatke limuzyna do szkoly.  Jesika zostala zaproszona do kogos do domu pierwszy raz w zyciu, wyobrazam sobie ze musi to byc przelomowy moment. Spedzila pierwsze 16 lat zycia nie bedac na zadnej prywatce, urodzinach, odwiedzinach. Nigdy nie spotykala sie z nikim na wspolna nauke, nawet do nikogo nie wpadla mimochodem, ani nikogo nie zaprosila do naszego domu nawet raz.  Jak sie cos w jej towarzyskim zyciu ruszy, to moze bedzie bardziej na codzien zadowolona i odbije sie to pozytywnie na calej sytuacji w domu.  Jestem dobrej mysli.


10.5.12

Nie moge znalesc kluczy do samochodu.   Nie mam zapasowych. Kupilismy uzywane auto z jednym kompletem. Probowalam dorobic klucze trzy razy. Za kazdym razem jak odbieralam nowy komplet to nie pasowal. W koncu sie wkurzylam i zrezygnowalam.  
Dzieci rano nie pojechaly do szkoly autobusem, bo Justin znalazl na brzuchu kleszcza. Z nim sa zawsze cyrki, jezeli chodzi o cialo i dotykanie. Zachowywal sie (zanim go dotknelam) jakbym przykladala mu rozzarzone wegle do skory. Nie dal sie dotknac i zajelo mi duzo czasu kleszcza wyciagnac i oczywiscie glowa w skorze zostala. Teraz dopiero bedzie infekcja :(
Musialam dzieci zawiesc do szkoly. Kluczykow nie znalazlam.  Wykonalam rozpaczliwy telefon do naszej wspanialej instytucji nauczania i zaraz byl kierowca pod domem. Zabral dzieci a ja ciagle kluczy szukam.
Brrrr, bardzo niedobry poranek.

9.5.12

Nie wypadalo mi robic zdjec w kosciele, gdzie na mszy bylo oprocz mnie szescioro wiernych, a szkoda.  W poniedzialek Justin sluzyl do mszy i zachowywal sie nienagannie.  Bylam z niego bardzo dumna, nie moglam powstrzymac sie od wielkiego usmiechu od ucha do ucha przez caly serwis.  Siedzialam w ostatniej lawce, przede mna byl jeden staruszek i dwie panie dobrze po osiemdziesiatce. Kazdy siedzial oddzielnie w innym rzedzie.  Po prawej stronie tez trzy starsze panie troche mlodsze (moze o 10 lat). Wszystkich dobrze z kosciola znam. To stala brygada na wszystkich koscielnych uroczystosciach. Pani siedemdziesieciodwu letnia w pierwszej lawce jest moja dobra znajoma, ma na imie Malgorzata. Jest babcia chlopca z Jesiki klasy, czasem piszemy do siebie listy na Facebook.

Ksiadz zaczyna msze, wszyscy siegaja po modlitewniki. Kazdy trzyma ksiazke w reku tylko nie ja. Nie mialam w planie byc w kosciele. Chcialam tylko Justina podwiezc i wrocic do domu ale ciekawosc przezwyciezyla. Nie wzielam ze soba okularow do czytania, czyli slepa bylam jak nietoperz.  Nie moge czytac, wiec obserwuje ludzi i oczom swoim nie wierze.  Malgorzata tez ksiazki w rekach nie trzyma tylko "tablet" czyli jakis najnowoczesniejszej generacji komputer Ipad czy cos takiego.  WYgladalo to bardzo zaskakujaco i ogromnie komicznie. Pani ubiera nie jak Amerykanka. Zawsze nosi bardzo brzydkie sukienki do kostek i chustke na glowie. Wyroznia sie wygladem od innych starszych pan, ktore zwykle maja jasne spodnie capri i twarzowe rozowe bluzeczki, oraz wlosy prosto od fryzjera.

Nie mialam czasu z nia rozmawiac po mszy, wiec wrocilam do domu i napisalam list na Facebook, upewniajac sie, ze oczy mnie nie mylily.  Zaraz dostalam odpowiedz: "O tak, mam Ipad a na nim biblie, wszystkie modlitwy, rozaniec, spiewnik etc.  Jest to dla mnie ogromnie wygodne uzadzenie".   Nic dodac nic ujac :)

A jeszcze tydzien temu ogladalam video z Niemiec (oczywiscie nakrecone specjalnie jako zart), jak to dorosla corka pyta ojca w podeszlym wieku czy przydaje mu sie Ipad ktory kupila mu na Gwiazdke. Starszy pan odpowiada, ze Ipad jest ogromnie mu przydatny. Oboje przygotowuja posilek w kuchni i ojciec sieka szczypiorek na desce do krojenia, a potem ta deske plucze i wstawia do zmywarki.  Kamera najezdza na plukana deske, ktora oczywiscie okazuje sie wspomnianym wczesniej Ipadem.  


8.5.12

Ktos zapytal mnie w komentarzach o nawyki kupowania miesa w sklepie (a moze ich brak).   Odpowiadam dlugo i nudnie, ale chce wytlumaczyc tym ktorym informacja moze sie przydac w zyciu.
Kupuje mieso w sklepie tylko ze znalezieniem czegos dobrego jest trudno.   Np ryby i owoce morza to czysty koszmar. W Stanach jest przepis nakazujacym producentom zamieszczac informacje na etykiecie z informacja o pochodzeniu produktu.  Czasem robie zakupy w Aldi. Sklepy z dobrymi cenami, maja dosyc duzy wybor ryb. Wszystkie sa z Chin, Wietnamu, Thailandi lub Venezueli.  Wiec po ryby musze jechac do Sam's Club gdzie maja zlowione przez Amerykanow w oceanie lososie i dorsze. Kupuje tylko amerykanskiego pochodzenia ryby, bo mam wieksze zaufanie, ze nie beda klamac na nalepce czy ryba jest chodowana czy zlowiona. Chodowanych ryb unikam jak ognia, ze wzgledu na antybiotyki i inne swinstwa w paszy. Np. chodowane lososie nie maja pomaranczowego miesa i taki filet zeby wygladal w sklepie na lososia jest sztucznie barwiony.  Kupuje czasem kurczaki organiczne, lub baranine.  Kaczki i ges kupuje w sklepie oraz homary czy krewetki.  To sa oczywiscie zakupy robione raz na jakis czas, zeby sobie odmienic repertuar, lub z okazji swiat. Mamy zwyczaj jesc na swieta ges tylko ostatnio ceny poszly w gore i jeden ptak  kosztuje okolo 70 dolarow, co jest rozboj w bialy dzien.
Kupujemy swoja swinie i krowe, nie tylko dlatego ze jest zdrowsza i duzo smaczniejsza ale takze duzo tansza. Po za tym mamy kosci na rosol i serce na gularz lub nerki na cynaderki.. W malych miasteczkach, gdzie jest malo emigrantow z roznych dziwnych krajow, nie sposob jest kupic takich produktow.  Np. w Connecticut w Danbury byly w sklepie flaki na zupe, swinskie nogi na galarete etc bo byla duza populacja Koreanczykow, Polakow i Niemcow i sklepikarze  dostosowywali sie do wymagan klienta. W naszej okolicy w sklepach jest pod tym wzgledem pustynia.
A jezeli chodzi o produkty organiczne, dotyczy to tez owocow i warzyw, nie tylko  nie maja pestycydow, antybiotykow i konserwantow, ale zawieraja duzo wiecej mineralow i witamin.   Naprawde jak sie je organicznie, placac wyzsze ceny, to oszczedza sie na lekarzach, lekarstwach i witaminach w pastylkach.

Ponizej podaje liste najbardziej skazonych produktow w amerykanskich sklepach.   Jezeli bedzie sie kupowac organiczne warzywa i owoce z tej listy , to wyeliminuje sie z diety miedzy 80 a 90 % pestycydow.
Najgorsze sa jablka, selery naciowe i truskawki.  Jezeli ktos nie chce sobie zawracac glowy albo nie ma pieniedzy, to niech chociaz unika jedzenia tych trzech.  Do chodowli cebuli na przyklad nie stosuje sie pestycydow, bo nie ma potrzeby.  Dla oszczednej gospodyni kupowanie organicznej cebuli jest strata pieniedzy.   Ziemniaki kupuje tylko organiczne, bo inne sa genetycznie zmienione. Sama idea tego mi sie nie podoba, a po za tym sa naprawde bardzo niesmaczne.

12 najbardziej skażonych

brzoskwinie
jabłka
Słodka papryka
seler naciowy
Nektaryny
truskawki
wiśnie
gruszki
Winogrona (import)
szpinak
sałata
ziemniaki


 Generalnie staram sie kupowac wszystko od zaufanego, "organicznego" rolnika, albo w sklepach z etykieta "organiczne". Nie kupuje prawie wcale rzeczy gotowych lub polproduktow. Wszystko przyrzadzam i koduje od podstaw. Np. nie kupuje startego zoltego sera bo dodaja celuloze, zeby ser sie nie sklejal. Nie jest trudno samemu ser na tarce zetrzec. Tak samo jak nie jest trudno zmielic mieso na mielone w maszynce. Mielone mieso w sklepach zawiera amoniak i prawo nie nakazuje zamieszczac tej informacji na etykiecie, bo uwaza ze to nie jest skladnik tylko czesc procesu mielenia.  Nie kupuje cukru pudru tylko sama miele w mlynku do kawy. Cukier puder zawiera make (a po co mi tem skladnik w cukrze?). Sama gotuje rosoly z kosci, nie kupuje gotowych etc.  Dla mnie to nie jest trudne, bo tak gotowalo sie u mnie w domu jak bylam mala. Po prostu robie to co moja mama. No moze troche wiecej,  bo mama nie robila masla (ale mama Bogdana robila).   Od osiemnastu lat nie bylam u lekarza (ani Bogdan) tylko na przegladzie u dentysty i u okulisty.  Wydaje mi sie ze  warto zainteresowac sie jak w 21 wieku produkuje sie zywnosc. Bo to naprawde sprowadza sie do wiedzy, ktora trudno zdobyc, bo nikomu rozglaszanie tej wiedzy nie jest na reke, ani lekarzom ani sklepikarzom czy tez zwyklym rolnikom.  Bylam latem w Polsce u kolegi pod Bydgoszcza, ktory jest najwiekszym producentem jablek w kraju. On wyjezdza do sadu z opryskami (pestycydy) 28 razy w jednym sezonie!!! Moja inna kolezanka sadowniczka, ktora ma tylko 30 hektarow jablek, powiedziala mize opryskuje jablka "tylko" siedem razy, ale ma duzo mniejsze przez to zbiory. Tylko jak sama mowila "nie ma sumienia" ludzi az tak truc.  Bylam tez w Polsce u znajomych producentow mleka. Poprosilam o mleko od krowy do sniadania a oni na to, zebym tego mleka nie pija bo naladowane chemia. Nie chcieli mi dac. Po prosbach i negocjacjach odlaczyli jedna z wielu krow od automatycznych dojarek i wydoili krasule dla mnie i dzieci. Dali mi mleko zanim doszlo od wymienia do kadzi, bo w kadzi juz byly chemikaly.

7.5.12

W skrocie

Przepraszam za zaleglosci w odpowiadaniu na Wasze komentarze.  Wcale Was nie ignoruje, tylko nie poukladana jestem. Usiadlam rano i mysle, ze odpowiedzialam na wiekszosc.

Obkladamy dom klepkami cedrowymi, wiec musze kazda pobejcowac po obu stronach przed instalacja, a klepek jest kilka tysiecy. Troche mi to zajmie czasu, zwlaszcza ze pogoda musi dopisac w miedzyczasie. Klepki wywieszam na sznurze od bielizny. Smiesznie to wyglada.

Zapisalam Justina w poniedzialki na sluzbe przy oltarzu. Mysle, ze bedzie to dla niego dobre, bo powinien miec jakies obowiazki i czuc sie wazny. Bedzie jedynym ministrantem. W niedziele jest czworo dzieci przy oltarzu i zawsze byly jakies niesnaski. Justin nie byl za nic odpowiedzialny. Moze teraz troche wydorosleje, a i ksiadz skozysta.

Panienka chciala pobic Bogdana (ha ha ha) w srode. ZUpelnie nie ma wyobrazni, fizycznie przeciez zadnych szans nie ma. Zagrozilismy, ze nastepnym razem zawolamy ambulans i zostanie odwieziona do szpitala. My zwykle nie rzucamy slow na wiatr, wiec podzialalo. Od srody jest grzeczna jak aniolek. Wczoraj nawet popychala nie proszona wozek z zakupami w sklepie i pomogla przeniesc torby z zakupami do samochodu. Niby nic, ale to jej sie nie zdarza.

W szkole za to musze z kazdym rozmawiac i prostowac Jesiki klamstwa prawie codziennie.    We wtorek powiedziala nauczycielce od "Sztuki" (ktora jest niezorientowana w sytuacji), ze sie nad Jesika znecamy w domu psychicznie.  Byla cala we lzach i oczywiscie nauczycielka jej uwierzyla. Dzisiaj szkolny psycholog (po mojej interwencji) bedzie nauczycielke "Sztuki" oswiecal.

Chlopcy sa juz dojzali na tyle, zeby przejzec siostre na wskros. Logan po jakiejs klotni w domu powiedzial spokojnie Jesice: "ty tylko placzesz, bo nie wygralas z mama, nie ma w tobie zadnego smutku i skrochy, wcale mi cie nie szkoda".

No i mamy swinki na wychow. Tzn jedna jest dla nas, a jedna dla Bogdana przelozonego. Wczoraj Bogdan zakladal plot i budowal schronienie dla zwierzat za sklepem, w ktorym pracuje. Logan mu pomagal caly dzien. Dobre dziecko. Swinki nazywaja sie "szynka" i "boczek".

Justin zaczol rosnac jak zwariowany.  Urosl przez ostatnie 4 tygodnie prawie 3 centymetry (tyle ile przez ostani okragly rok). Bardzo dokuczaja mu rozne bole ciala.  Masuje mu nogi, daje termofor, pakuje srodki przeciwbolowe, kupilam olejek z lawendy do wachania (aromaterapia), smaruje roznymi masciami.  Nie wiem co pomaga a co nie, probuje wszystkiego. Zaraz zadzwonie do pediatry. Bole zaczely sie w sobote, wiec to swieza historia.